RSS
czwartek, 23 grudnia 2010
lot
Jutro perspektywa 11 godzinnego lotu. Dzień znowu przestawi się z nocą, śniadanie będzie smakować jak kolacja, zamiast lata będzie zima, zamiast pracy będzie odpoczynek.  Nadchodzi kilka dni świąt. Walizka pełna wyszukanych prezentów, zapał do świętowania trochę mniejszy. Swoich klientów widuję częściej niż swoją żonę, hotel traktuje jak dom a dom jak hotel. Tęsknie za domem, ale kiedy już tam jestem to czuje się tam obco.  Nasz kot pewnie znowu o mnie zapomniał, zaznajomi już dawno.
środa, 22 grudnia 2010
restart

Minęło kilka lat od ostatniego wpisu.  Aż dziwnie, że to konto jeszcze istnieje.  Nadal tułam się po świecie, obywatel lotnisk, hoteli oraz wynajętych samochodów - polska, belgia, włochy, usa, canada, szwajcarja itd.  Blisko milion mil lotniczych, platynowy klient w hotelu, statysfackja równa zeru.  Koszule zawsze ładnie odprasowane, dusza rozdarta jak nigdy dotąd. Ucieczka przed emocjami. Gdzie jest prawdziwy dom? Mam wszystko i nie mam nic.  Szczyty, wzloty i upadki.  Emocjonalny rollercoster. Pieniądze przestały się liczyć, znajomi zresztą też, kariera rozkwita, miłość umiera, zdrowie wyćwiczone w fitness klubie, jedzenie dietetyczne, zakupy duty free, sales pitch wyćwiczony do perfekcji, klienci globalni, dusza gdzieś po dordze się zagubiła. Ile jeszcze tak można?

wtorek, 29 maja 2007
lotnisko

Siedze na lotnisku.  Moj lot jest juz prawie 5 godzin opozniony.  Jestem wsciekly, pozatym chce mi sie jarac.  Mam pecha z lataniem.  Mialem odleciec o 6:46 po poludniu jest prawie jedenasta  wieczorem a ja ciagle w poczekalni.  Ciagle jakies opoznienia.  Linie lotnicze nic sobie z tego nie robia.  Zastanawiam sie czy jeszcze kiedy kolwiek latac United.  Powiedzieli mi ze mam odleciec kolo polnocy.  W hotelu pewnie bede na 3 rano.  Jutro pelen dzien szkolenia bede na maksa zmeczony.  W tej chwily jestem po prostu zly.  Mam watpliwosci ze odlece o 12.  Pewnie spedze pol nocy na lotnisku.  Jedyny plus to ze dziala net i ze jest gdzie lapotopa do gdniaskta podlaczyc.

Tak pozatym weekend byl calkiem mily.  Szkoda ze juz minal bo na nastepny nie przylatuje do domu :(

wtorek, 22 maja 2007
niespodzianka

Sluchalem dzis troche radia.  Z nudow zmienialem kanaly na czestotliwosci AM.  Az tu nagle slysze znajomy polski glos.  W pierwszej chwili nie zorientowalem sie jaka to stacja.  Moj hotel znajduje sie okolo 30 minut od Chicago takze nawet nie zdziwilo mnie ze zlapalem polsko jezyczna radiostacje.  Po chwili wszystko stalo sie jasne, znalazlem sie na fali Radia Maryja.  Osobiscie jestem nie praktykujacym katolickiem jednak nie zamierzam wyrazac tu swojego zdania o tej stacji.  Wiem ze radio to spotkalo sie z nie jedna krytyka ale skoro nie jestem jej sluchaczem to nie zamierzam naglasniac zaslyszanych o tej stacji opini.  Moja dzisiejsza 10 minutowa przygode z tym radiem potraktowalem po porstu jako mala niespodzianke.

poniedziałek, 21 maja 2007
wpis
Musze sie od jutra pozbierac.  Poprzedni tydzien byl bardzo zajenty.  I nie mam tu na mysli tylko szkolenia.  Moje zachowanie troche ucieklo z pod kontroli. Prawde mowiac ksiazek wieczorem nawet raz nie otworzylem.  Nie mialem czasu  bo zabardzo zajety bylem popijaniem piwa w hotelowym barze.  W srode mailem takiego kaca ze ledwo siedzialem na szkoleniu.  W piatek wieczorem pojechalismy bawic sie do miasta.  Nawet nie pamientam jak i kiedy trafilem spowrotem do pokoju.  Dzis mam kaca moralnego.  Wiem ze zmarnowalem poprzedni tydzien.  Od poniedzialku zamierzam to zmienic oraz zaczac jesc normalnie.  W zeszlym tygodniu najadlem sie tyle roznych morskich swinstw ze do tej pory zastanawiam sie jak przeszlo mi to przez gardlo.  W piatek lece na 3 dni do domu.  Ciesze sie bo nawet i Marriott po pewnym czasie potrafi sie znudzic.  Szkolenie konczy sie za trzy tygodnie.  Potem wreszcie zaczyna sie paca w terenie.
środa, 09 maja 2007
wycieczka

Dzisaj dowiedzialem sie ze moja zona chce odemnie i od calego zycia odpoczac i na szesc miesiecy wybiera sie do karaju aby spedzic troche czasu z wlasna rodzina.  Zlozyla juz podanie o bezplatny urlop.  Ma zamiar jechac na jesieni.  Wiadomos ta przyjelem spokojnie, choc serce troche zabolalo.  Wiem dokladnie w jakim kierunku zmierza nasz zwiazek.  Coraz bardziej sie od siebie oddalamy i nie chodzi mi tu o dystan odliczany w kilometrach.  Jak sie juz raz dotrze do pewnego punktu to nie ma juz powrotu. Nie winie jej zato.  Ja juz dawno odjechalem do swojego swiata.  Ona nadal probuje trafic na nowa sciezke zycia. 

wtorek, 08 maja 2007
wpis
Staram sie nuczyc zyc "na walizkach".   Moja obecna praca polega na podrozowaniu po kraju.  100% mojego czasu pracy jest w terenie tzn. u klijenta.  Od dwoch lat pracuje dla trzeciego pod wzgledem wieklosci swiatowego producenta oprogramowania komputerowego.  Specjalizuje sie w oprogramowaniu od zarzadzania zasobami ludzkimi.  Lotniska i hotele staly sie moim drugim domem, laptop druga zona.  Nie jest mi sie do tego latwo przyzwyczaic, w domu bywam tylko w weekendy i to tez nie w kazdy.  Czasami zaluje ze po calym dniu pracy nie moge wrocic do domu i zasnac we wlasnym luzku.  Zastanawiam sie jak dlugo przetrwa moje malzuenstwo.  Bo kobiete widuje tylko w weekendy.  W zyciu mialem wszystko co potrzeba, piekna kobiete, dom, fajny samochod, kota ktory uwielbial spac na moich kolanach.  Zostawilem to wszystko zeby tulac sie niewiadomo gdzie i samotnie spedzac wieczory w hotelowych barach.  Ci co czytali mojego poprzedniego bloga wiedza ze w przeszlosci mialem roznego rodzaju skoki w bok na tle psychicznym.  Czasami ciezko mi bylo logicznie zrozumiec rzeczywistosc.   Jednym z powodow dla ktorego dwa lata temu przestalem prowadzic mojego poprzedniego bloga bylo to ze totalnie stracilem kontakt z realem.  Zakochalem sie w swiecie ktory nie istnieje.  Wirtualnej utopi ktora przez przypadek odkrylem ktoregos wieczoru.  Swiat ten stal sie calym moim zyciem.  Malzenstwo, praca jakiekolwiek zainteresowania odeszly na bok.  Spalem po piec godzin na dobe bo caly czas bylo mi malo.  Skonczylo sie na rodzinnej interwencji i ulitmatum moje zony.  Ocknelem sie.  Ale zrozumialem tez ze po tym dwu letnim epizodzie nie bycia na jawie nie jestem w stanie prowadzic zycia jakiego dotad znalem.  Dlatego tez w robocie poprosilem o transfer do dzialu konsultingu, spakowalem walizke i ruszylem w droge aby od nowa poukladac swoje zycie.  Aby byc moze gdzies przez przypadek ponownie odnalezc jego sens.
poniedziałek, 07 maja 2007
wycieczka
Dzis byl mily dzien.  Pojechalismy w kilka osob od miasta.  Tak poprostu troche sie rozejzec bo zaden z nas tu wczesniej nie byl.  Miasto ladne, duze i zatloczne.  Fajne na jeden dzien ale jak na dluzej to raczej nie dla mnie.  Przeszlismy sie po porcie, po ulicach, zjedlismy lunch i wrocilismy do domu.  Z jednej strony brakuje mi domowego jedzenia i wiele bym dzis dal za kotlet schabowy, ziemniaki i mizerie.  Jednak dzieki temu wyjazdowi mam okazje poprobowac jedzenia z roznych kuchni.  Ostatnio bardzo lubie ryby albo suchi.  W zeszlym tygodniu jadlem pieczone osmiorniczki a wczoraj na kolacje trafil mi sie smarzony krokodyl. Z pewnoscia jest to jedzenie ktorego we wlasnym domu nigdy nie zobacze ale stwierdzilem ze w drodze jestem wstanie wszystkiego poprobowac.  Szkoda ze jutro znowu poniedzialek i wszystko zacznie sie odnowa.  Czuje sie troche samotny ale tak sobie sam wybralem. 
niedziela, 06 maja 2007

Troche to dziwne, a moze i nawet przykre ale wyrobilem w sobie talent gadania o niczym.  Caly wieczor spedzilem w towarzystwie ale kiedy tak sie naprawde zastanowie to nawet nie pamietam o czym rozmawialem.  Czuje sie pusty.  Nie mam problemow z nawiazywaniem kontaktow osobistych ale wiekszosc znajomosci jest naprawde na bardzo plytkim poziomie. Z calego dzisiejszego wieczoru pamietam tylko jedna rozmowe z bardzo nieszczesliwym czlowiekiem.  Facet naprawde bardzo mily i serdeczny ale totalnie nie dostosowany do obecnych czasow.  Trzy lata temu na wlasne zyczenie rozwiodl sie ze swoja kobieta.  Nigdy nie powiedzial mi dlaczego, a ja nie mialem odwagi zapytac. Do dzisiejszego dnia jest szalenie wniej zakochany i meczy sie sam z soba. Podobnie jak ja postanowil zerwac ze swoim poprzednim zyciem i ruszyc w nowa droge.  Jak widac kazdy ma swoje brudy, ktore nie zawsze chce prac w publicznym miejscu.  Jest duzo ludzi z zyciowym bagarzem ktory musza ciagnac za soba.  Nie jest to latwe ale trzeba sie nauczyc dzwigac wlasna walizke.

sobota, 05 maja 2007

Mija kolejny dzien szkolenia.  Za pare tygodni bede swiezo upieczonym konsultantem od wprowadzania rozwiazan do zarzadzania kapitalem ludzkim.  Brzmi profesionalnie ale tak naprawde nie jest to zbytnio blyskotliwa robota.  W sumie siedze w tym juz od kilku lat.  Jedyna roznica to ze poprzednio wspomagalem wewnetrzne procesy firmy a teraz bede pracowal u klijentow.  W kadrach pracuje od dobrych 5 lat.  W IT od 1.5.  Kiedy postanowilem sie przetransferowac do konsultingu firma nie robila mi wiekszych problemow.   Finansowo ten transfer tez mi sie bardzo oplacal.  Ale nie zrobilem tego dla kasy.  Od wielu lat jestesmy z zona dobrze ustawieni i prowadzimy bardzo wygodny tryb zycia.  Tak wygodny ze stal sie nudny.  Tak nudny ze ostatnie dwa lata zycia odebral mi nalog o ktorym na razie nie chce wiecej wspominac. Prawde mowiac z kobieta roznie mi sie uklada i juz nie raz pojawial sie temat rozwodu.  Moje obecne zycie znudzilo mi sie.  Postanowiem je zmienic.  Poznac nowych ludzi, pojezdzic troche po swiecie. Wyrwac sie z tej monotoni, z nalogu.  Jak to sie wszystko zakonczy.  Nie wiem.  To dopiero poczatek.

 
1 , 2